 |
ORĘDZIE OJCA ŚWIĘTEGO JANA PAWŁA II NA ŚWIATOWY DZIEŃ
POKOJU 1 STYCZNIA 2003 ROKU
ENCYKLICA PACEM
IN TERRIS NIEUSTANNE ZOBOWIĄZANIE
1. Minęło
prawie czterdzieści lat od 11 kwietnia 1963 roku, kiedy papież
Jan XXIII ogłosił historyczną Encyklikę Pacem
in terris. Tego dnia przypadał Wielki Czwartek. Zwracając się
do « wszystkich ludzi dobrej
woli », mój czcigodny Poprzednik,
który zmarł dwa miesiące później, zawarł swe przesłanie
o pokoju w świecie już w pierwszym zdaniu Encykliki: «
Pokój na świecie, którego wszyscy ludzie wszystkich czasów tak
żarliwie pragnęli, nie może być budowany i utrwalany inaczej,
jak tylko przez wierne zachowywanie porządku ustanowionego przez Boga
» (Pacem in terris, wstęp:
AAS, 55 [1963], 257; tłum. polskie za: ks. Marian Radwan SCJ, o. Leon
Dyczewski OFM Conv., Adam Stanowski (red.), Dokumenty
nauki społecznej Kościoła, część 1, Rzym –
Lublin 1987, ss. 269-303).
Mówić o pokoju do świata podzielonego
2. W rzeczywistości świat, do
którego zwracał się Jan XXIII, był do głębi nieuporządkowany.
Początek XX wieku przyniósł wielkie oczekiwania związane z postępem.
Tymczasem w ciągu sześćdziesięciu lat ludzkość miała
przeżyć wybuch dwóch wojen światowych, powstanie
niszczycielskich systemów totalitarnych, nagromadzenie strasznych ludzkich
cierpień i rozpętanie największego w historii prześladowania
Kościoła.
Zaledwie dwa lata przed ukazaniem się
Pacem in terris, w roku 1961, został
wzniesiony « mur berliński
», by podzielić i nawzajem sobie przeciwstawić nie tylko dwie
części tego miasta, ale także dwa sposoby rozumienia i budowania
rzeczywistości ziemskiej. Po jednej i po drugiej stronie muru życie
przybrało różny styl w oparciu o reguły często ze sobą
kontrastujące. Zapanowała atmosfera powszechnej podejrzliwości i
nieufności. Mur ten dzielił całą ludzkość zarówno
w tym, co dotyczyło sposobu widzenia świata, jak też konkretnego
ułożenia życia – niejako rósł w ludzkich sercach i umysłach,
stwarzając podziały, które, jak się wydawało, miały
trwać na zawsze.
Ponadto na pół roku przed
wydaniem Encykliki, tuż po rozpoczęciu Soboru Watykańskiego II,
świat bliski był wybuchu wojny atomowej wskutek kryzysu kubań-
skiego. Wydawało się, że droga prowadząca świat ku
pokojowi, sprawiedliwości i wolności jest zablokowana. Wielu uważało,
że na długi czas ludzkość skazana jest na życie w
niepewnych warunkach « zimnej
wojny », w stałym poczuciu zagrożenia, że z powodu
agresji czy przypadku z dnia na dzień mogłaby się rozpętać
najstraszniejsza wojna w całej ludzkiej historii. Użycie broni
atomowej mogło bowiem przekształcić ją w konflikt wystawiający
na niebezpieczeństwo przyszłość ludzkości.
Cztery filary pokoju
3. Papież Jan XXIII nie zgadzał
się z tymi, którzy uważali, że pokój nie jest możliwy.
Jego Encyklika sprawiła, że ta fundamentalna wartość – z
całą swą wymagającą prawdą – zaczęła
kołatać z obu stron tego « muru
» i wszelkich murów. Encyklika mówiła wszystkim o wspólnej
przynależności do rodziny ludzkiej i rzuciła światło
na pragnienie ludzi w każdym zakątku świata, by żyć w
bezpieczeństwie, sprawiedliwości i nadziei na przyszłość.
Jan XXIII ze szczególną jasnością
rozpoznał istotne warunki pokoju w czterech ściśle określonych
wymo- gach ludzkiego ducha: prawdzie,
sprawiedliwości, miłości i wolności (por. tamże, I:
dz. cyt., 265-266). Prawda –
stwierdził – będzie fundamentem pokoju, jeśli każda
jednostka uczciwie uświadomi sobie, że oprócz własnych praw ma również
swoje obowiązki wobec innych. Sprawiedliwość będzie budowała
pokój, kiedy
każdy w sposób konkretny będzie starał się o poszanowanie
praw innych i o wypełnienie własnych obowiązków wobec nich.
Miłość będzie zaczynem pokoju, kiedy ludzie odczuwać
będą potrzeby innych jak swoje własne i dzielić się będą
z nimi tym, co posiadają, poczynając od wartości duchowych. Wreszcie wolność będzie
owocnie podtrzymywać pokój, jeśli wybierając metody osiągania
go, pójdą oni za wskazaniami rozumu i odważnie przyjmą odpowiedzialność za własne czyny.
Patrząc na teraźniejszość
i przyszłość oczyma wiary i rozumu, błogosławiony Jan
XXIII dostrzegł i zrozumiał głębokie
impulsy, które zaczęły już działać w historii.
Wiedział, że sprawy nie zawsze mają się tak, jak się
pozornie przedstawiają. Mimo wojen i zagrożenia wojną coś innego dochodziło do głosu
w zdarzeniach przeżywanych przez ludzi – coś, w czym Papież
dostrzegł obiecujący początek duchowej rewolucji.
Nowa świadomość godności człowieka
i jego niezbywalnych praw
4. Ludzkość, jak pisał,
weszła w nowy etap swych dziejów (por. tamże,
I: dz. cyt., 267-269). W zakończeniu kolonializmu, w powstaniu nowych
niepodległych państw, w bardziej energicznej obronie praw ludzi pracy,
w nowym, pożądanym udziale kobiet w życiu publicznym dostrzegał
on znaki wchodzenia ludzkości w nową fazę swej historii, którą
cechuje « przekonanie,
że wszyscy ludzie są sobie równi co do natury i godności
» (tamże, I: dz. cyt.,
268). Oczywiście godność ta była wciąż jeszcze
deptana w wielu częściach świata. Papież o tym wiedział.
Był jednak przekonany, że – chociaż sytuacja jest pod pewnymi
względami dramatyczna – świat staje się coraz bardziej świadomy pewnych wartości duchowych i coraz bardziej
otwarty na te « filary pokoju
», jakimi są prawda, sprawiedliwość, miłość
i wolność (por. tamże,
I: dz. cyt., 268-269). Poprzez wysiłek, by wnieść te wartości
w życie społeczne, zarówno narodowe, jak i międzynarodowe, mężczyźni
i kobiety staną się coraz bardziej świadomi znaczenia więzi
z Bogiem jako źródłem wszelkiego dobra, trwałym fundamentem i
najwyższym kryterium ich życia, zarówno jako jednostek, jak też
jako istot społecznych (por. tamże).
Ta głębsza wrażliwość duchowa – Papież był
o tym przekonany – też
miała dalekosiężne konsekwencje publiczne i polityczne.
Mając na uwadze wzrastającą
świadomość praw człowieka, zarówno w skali narodowej, jak i
międzynarodowej, papież Jan XXIII dostrzegł intuicyjnie wewnętrzną
siłę tego zjawiska i niezwykłą możliwość
zmiany historii. Szczególnym tego potwierdzeniem były wydarzenia, do
jakich niewiele lat później doszło zwłaszcza w Europie środkowej
i wschodniej. Droga do pokoju, jak uczył Papież w Encyklice, musi
prowadzić przez obronę i upowszechnianie podstawowych praw człowieka.
Z nich bowiem każdy człowiek korzysta nie jak z łaski udzielanej
przez jakąś klasę społeczną czy państwo, ale jako
z prerogatywy należnej mu jako osobie: « Wszelkie współżycie ludzi, jeżeli chcemy, aby
było dobrze zorganizowane i rozwijało się pomyślnie, musi
opierać się na podstawowej zasadzie, że każdy człowiek
jest osobą, to znaczy istotą obdarzoną rozumem i wolną wolą,
wskutek czego ma prawa i obowiązki, wypływające bezpośrednio
i równocześnie z własnej jego natury. A ponieważ są one
powszechne i nienaruszalne, dlatego nie można się ich w żaden
sposób wyrzec » (tamże,
I: dz. cyt., 259).
Nie chodziło tu tylko o
abstrakcyjne idee. Niosły one daleko idące konsekwencje praktyczne,
jak miała to wkrótce pokazać historia. Z przekonania, że każda
istota ludzka ma równą godność, a zatem społeczeństwo
musi dostosować swoje struktury do tego założenia, wkrótce
zrodziły się ruchy obrony praw
człowieka, które dały konkretny wyraz polityczny jednej z
wielkich sił współczesnej historii. Propagowanie wolności uznano
za niezbędny element zaangażowania na rzecz pokoju. Ruchy te, rodzące
się praktycznie we wszystkich częściach świata, przyczyniły
się do obalenia totalitarnych form sprawowania władzy, przynaglając
do zastąpienia ich innymi formami, bardziej demokratycznymi i dopuszczającymi
społeczeństwo do szerszego udziału w rządach. W praktyce
pokazały one, że pokój i postęp osiągnąć można
jedynie przez poszanowanie dla powszechnego prawa moralnego, zapisanego w sercu
człowieka (por. Jan Paweł II, Przemówienie do Zgromadzenia Ogólnego ONZ, 5 października 1995
roku, n. 3).
Powszechne dobro wspólne
5. Nauczanie Encykliki Pacem
in terris w innym jeszcze punkcie okazało się prorocze, uprzedzając
następną fazę ewolucji polityki światowej. Światu, który
stawał się coraz bardziej współzależny i globalny, papież
Jan XXIII powiedział, że pojęcie dobra wspólnego należy
wypracować w skali światowej. W tej kwestii, chcąc wyrażać
się poprawnie, należało odtąd odwoływać się
do pojęcia « powszechnego
dobra wspólnego » (Pacem in terris, IV: dz. cyt. 292). Jedną z konsekwencji tej
ewolucji była wyraźna potrzeba istnienia
władzy publicznej na szczeblu międzynarodowym, która powinna
dysponować rzeczywistą zdolnością popierania tego
powszechnego dobra wspólnego. Władza ta, dodał zaraz Papież, nie
może być narzucona prze- mocą, ale winna być uznana przez
wszystkie narody. Ma być instytucją, która « musi się jak najbardziej troszczyć o uznanie praw
osoby ludzkiej, otaczanie ich należnym poszanowaniem, nienaruszanie ich i
rzeczowe popieranie » (tamże, IV, dz. cyt., 294).
Nie dziwi zatem, że Jan XXIII
patrzył z wielką nadzieją na Organizację Narodów
Zjednoczonych powołaną do życia 26 czerwca 1945 roku. Widział
w niej wiarygodne narzędzie ochrony i umacniania pokoju w świecie. Właśnie
dlatego wyraził szczególne uznanie dla Powszechnej
Deklaracji Praw Człowieka z 1948 roku, uważając ją za «
krok naprzód w kierunku ustalenia prawnego i politycznego ustroju
wszystkich istniejących na ziemi narodów
» (tamże, IV: dz. cyt.,
295). W Deklaracji tej zostały
sformułowane bowiem zasady moralne, mogące służyć
budowaniu świata, opartego na porządku, nie zaś nieuporządkowaniu
oraz na dialogu, a nie przemocy. W tej perspektywie Papież dawał do
zrozumienia, że obrona praw człowieka przez Organizację Narodów
Zjednoczonych jest niezbędną przesłanką dla rozwoju zdolności
tej Organizacji do popierania i obrony międzynarodowego bezpieczeństwa.
Nie tylko nie urzeczywistniła się
jeszcze prekursorska wizja Papieża Jana XXIII, dotycząca międzynarodowej
władzy publicznej w służbie praw człowieka, wolności i
pokoju, ale także odnotowujemy nierzadko, że wspólnota międzynarodowa
uchyla się od obowiązku respektowania i wprowadzania w życie praw
człowieka. Obowiązek ten dotyczy wszystkich
praw człowieka i nie pozwala na samowolny wybór, który prowadziłby
do form dyskryminacji i niesprawiedliwości. Równocześnie jesteśmy
świadkami utwierdzania się niepokojącej rozbieżności między
serią nowych « praw »,
promowanych w społeczeństwach technologicznie rozwiniętych, a
elementarnymi prawami człowieka, które wciąż nie są
respektowane szczególnie w sytuacjach gospodarczego zacofania; mam
tu na myśli na przykład prawo do żywności, do wody pitnej,
do mieszkania, do samostanowienia i do niepodległości.
Pokój wymaga, by tę rozbieżność pilnie zmniejszać aż
do jej całkowitego przezwyciężenia.
Trzeba zrobić jeszcze jedną
uwagę: wspólnota międzynarodowa, która od roku 1948 dysponuje
Deklaracją Praw Człowieka, na ogół nie dbała o to, by
odpowiednio upomnieć się o wynikające z niej obowiązki. W
samej rzeczy to właśnie obowiązek
ustala granice, w jakich prawa muszą się utrzymać, by nie
przerodzić się w uprawianie
samowoli. Większa świadomość
powszechnych obowiązków człowieka przyniosłaby ogromne korzyści
sprawie pokoju, gdyż wyposażałaby ją w moralne podstawy
podzielanego przez wszystkich porządku
rzeczy, który nie zależy od woli jednostki czy pewnej grupy.
Nowy międzynarodowy porządek moralny
6. Pozostaje jednak prawdą, że
pomimo różnych trudności i opóźnień w ciągu
czterdziestu lat, które upłynęły, dokonał się
znaczny postęp na drodze do urzeczywistnienia wzniosłej wizji
Papieża Jana XXIII. Fakt, że państwa w niemal wszystkich częściach
świata czują się zobowiązane, by respektować ideę
praw człowieka, ujawnia, jak potężne są narzędzia
moralnego przekonania i duchowej integralności. Te właśnie siły
okazały się decydujące w owej mobilizacji sumień, jaka
przyniosła rewolucję 1989 roku, która nie uciekała się do używania
przemocy – wydarzenia, które spowodowało upadek komunizmu europejskiego.
A chociaż wypaczone pojęcia wolności, rozumianej jako niczym nie ograniczona samowola, nadal zagrażają
demokracji i wolnym społeczeństwom, to niewątpliwie
znamienne jest, że w ciągu czterdziestu lat, jakie upłynęły
od ukazania się Pacem in terris,
liczne ludy świata mają więcej wolności, umocniły się
struktury dialogu i współpracy między narodami, a groźba glo-
balnej wojny atomowej, drastycznie rysująca się w czasach Papieża
Jana XXIII, została skutecznie opanowana.
W związku z tym chciałbym z
pokorą, ale i śmiałością zauważyć, że to,
co od wielu wieków Kościół naucza o pokoju rozumianym jako «
tranquillitas ordinis »
– « pokój płynący z
ładu », zgodnie z określeniem św. Augustyna (De civitate Dei,
19, 13), okazało się, również w świetle refleksji pogłębionych
w Encyklice Pacem in terris, szczególnie znaczące dla dzisiejszego świata,
zarówno dla przywódców narodów, jak i dla zwykłych obywateli. Wszyscy
łatwo zgadzają się ze stwierdzeniem, że w sytuacji współczesnego
świata panuje wielki nieład. Nasuwa się zatem następujące
pytanie: jakiego typu porządek może zająć miejsce tego nieładu,
aby dać mężczyznom i kobietom możliwość życia
w wolności, sprawiedliwości i bezpieczeństwie? A ponieważ
świat, mimo panującego w nim nieładu, «
organizuje » się
jednak w różnych dziedzinach (gospodarczej, kulturalnej i nawet
politycznej), rodzi się inne pytanie, równie palące: według
jakich zasad rozwijają się te nowe formy światowego porządku?
Te dalekosiężne pytania
wskazują, że problemu porządku w sprawach światowych, a
zatem problemu właściwie rozumianego pokoju, nie
można oddzielić od kwestii związanych z zasadami moralnymi.
Innymi słowy, również z tego punktu widzenia jasne jest,
że kwestii pokoju nie można oddzielać od kwestii ludzkiej godności
i praw człowieka. To właśnie jest jedna z wiecznie aktualnych
prawd, jakich naucza Pacem in terris,
i dobrze byłoby je przypomnieć i rozważyć w związku z
czterdziestą rocznicą jej opublikowania.
Czyż nie jest to czas, w którym
wszyscy winni współpracować w tworzeniu
nowej organizacji całej rodziny ludzkiej, aby zapewnić pokój i
zgodę między narodami, a równocześnie przyczyniać się
do ich pełnego rozwoju? Ważne jest, by tego źle nie zrozumieć:
nie ma tu mowy o tworzeniu jakiegoś globalnego superpaństwa. Chodzi
raczej o podkreślenie pilnej konieczności przyśpieszenia rozpoczętych
już procesów, by odpowiedzieć na prawie że powszechne domaganie
się demokratycznych sposobów
sprawowania władzy politycznej, zarówno narodowej, jak i międzynarodowej,
jak też na żądanie jawności
i wiarygodności na każdym szczeblu życia publicznego. Ufając
dobru obecnemu w sercu każdego człowieka, papież Jan XXIII odwołał
się do niego i wezwał cały świat do urzeczywistniania wznioślejszej
wizji życia publicznego i sprawowania publicznej władzy. Rzucając
wyzwanie światu, pobudził go, by wyszedł poza swój obecny stan
nieładu i wynalazł nowe formy międzynarodowego porządku, które
byłyby na miarę ludzkiej godności.
Związek między pokojem a prawdą
7. Kontestując wizję tych, którzy
wyobrażali sobie politykę jako teren pozamoralny, podlegający
jedynie kryterium interesu, Jan XXIII poprzez Encyklikę Pacem
in terris
nakreślił bardziej autentyczny obraz ludzkiej rzeczywistości i
wskazał wszystkim drogę ku lepszej przyszłości. Właśnie
dlatego, że osoby ludzkie zostały stworzone ze zdolnością
podejmowania wyborów moralnych, żadna
ludzka działalność nie stoi poza sferą etyczną.
Polityka jest działalnością ludzką. Dlatego również
ona poddana jest osądowi moralnemu. Jest to prawdą również w
odniesieniu do polityki międzynarodowej. Papież pisał: «
To samo prawo naturalne, które rządzi zasadami współżycia
poszczególnych obywateli między sobą, powinno również kierować
wzajemnymi stosunkami między państwami
» (Pacem in terris, III: dz.
cyt., 279). Ci, którzy uważają, że międzynarodowe życie
publiczne tłumaczy się w pewnym sensie poza zasięgiem osądu
moralnego, winni tylko zastanowić się nad wpływem
ruchów obrony praw człowieka na politykę narodową i międzynarodową
w dwudziestym wieku, niedawno zakończonym. Taki rozwój sytuacji, który
nauczanie Encykliki Pacem in terris wyprzedzało,
zdecydowanie odpiera roszczenie, by politykę międzynarodową
sytuować w swego rodzaju « wolnej
strefie », w której prawo moralne
nie miałoby żadnej mocy.
Nie ma chyba innego miejsca, w którym
równie wyraźnie odczuwałoby się konieczność właściwego
stosowania władzy politycznej, jak w
dramatycznej sytuacji Bliskiego Wschodu i Ziemi Świętej. Dzień
po dniu i rok po roku łączny rezultat zaciekłej wzajemnej wrogości
i nie kończącego się łańcucha przemocy i odwetu rozbijał
dotąd wszelkie próby wszczęcia poważnego dialogu na temat
rzeczywistych istotnych kwestii. Niepewność sytuacji staje się
jeszcze bardziej dramatyczna z powodu konfliktu interesów wśród członków
wspólnoty międzynarodowej. Dopóki ci, którzy
zajmują odpowiedzialne stanowiska, nie zgodzą się odważnie
zrewidować swojego sposobu sprawowania władzy i zabiegania o dobro
swoich narodów, trudno będzie sobie wyobrazić, że rzeczywiście
poczyni się postępy w kierunku pokoju. Bratobójcza walka, która
codziennie wstrząsa Ziemią Świętą, przeciwstawiając
sobie nawzajem siły mające wpływ na najbliższą przyszłość
Bliskiego Wschodu, sprawia, że pilnie potrzeba ludzi przekonanych o
konieczności polityki opartej na poszanowaniu godności i praw osoby.
Tego typu polityka jest dla wszystkich niezrównanie korzystniejsza, aniżeli
przedłużanie sytuacji otwartego konfliktu. Trzeba rozpocząć
od tej prawdy. Ona wciąż coraz bardziej wyzwala od jakiejkolwiek formy
propagandy, zwłaszcza służącej maskowaniu ukrytych intencji.
Przesłanki trwałego pokoju
8. Istnieje nierozerwalny związek
między zaangażowaniem na rzecz
pokoju a poszanowaniem prawdy. Uczciwość w przekazywaniu
informacji, bezstronność systemów prawnych, jawność
procedur demokratycznych dają obywatelom takie poczucie spokoju, taką
gotowość rozwiązywania sporów środkami pokojowymi i taką
wolę lojalnego, konstruktywnego porozumienia, że stanowią one
prawdziwe przesłanki trwałego pokoju. Spotkania polityczne na
szczeblu narodowym i międzynarodowym służą sprawie pokoju
tylko wówczas, jeśli przyjęte wspólnie zobowiązania są
potem respektowane przez wszystkie strony. W przeciwnym razie spotkania te stają
się mało znaczące i bezużyteczne, a skutkiem tego w ludziach
rodzi się pokusa, by coraz mniej wierzyć w użyteczność
dialogu i by pokładać ufność w użyciu siły na
drodze rozwiązywania sporów. Negatywne następstwa, jakie mają
dla procesu pokojowego zobowiązania przyjęte, a później nie
respektowane, winny skłonić szefów państw i rządów do
przemyślenia z wielkim poczuciem odpowiedzialności każdej
decyzji.
Pacta
sunt servanda, mówi starożytna sentencja. Jeśli wszystkie przyjęte
zobowiązania należy respektować, trzeba wykazać szczególną
troskę o realizację zobowiązań
przyjętych wobec ubogich. Niewypełnienie obietnic, które mają
dla nich żywotne znaczenie, byłoby bowiem szczególnym powodem
rozczarowania. W tej perspektywie niewypełnianie obietnic pomocy narodom
rozwijającym się stanowi poważną kwestię moralną i
jeszcze bardziej uwypukla niesprawiedliwość istniejących w świecie
nierówności. Cierpienie powodowane
przez ubóstwo dramatycznie się wzmaga, kiedy brakuje zaufania.
Ostatecznym wynikiem jest utrata wszelkiej nadziei. Zaufanie w relacjach międzynarodowych
jest społecznym kapitałem o
fundamentalnej wartości.
Kultura pokoju
9. Jeśli chcemy rozpatrywać
sprawy gruntownie, trzeba uznać, że pokój jest nie tyle kwestią struktur, co
osób.
Struktury i procesy pokojowe – prawne, polityczne i gospodarcze – są
niewątpliwie konieczne i na szczęście często się
pojawiają. Wszelako są one jedynie owocem mądrości i doświadczenia
nagromadzonego w ciągu historii przez
niezliczone gesty pokoju, czynione przez ludzi, którzy nie tracili
nadziei i nigdy nie ulegali zniechęceniu.
Gesty pokoju rodzą się z życia osób, w
duszach których stale mieszka pokój. Są dziełem umysłu i
serca tych, « którzy wprowadzają
pokój » (por. Mt
5, 9). Gesty pokoju są możliwe wówczas, gdy ludzie w pełni doceniają wspólnotowy wymiar życia, a dzięki
temu dostrzegają znaczenie i konsekwencje, jakie pewne wydarzenia mają
dla ich własnej wspólnoty i dla całego świata. Gesty
pokoju tworzą tradycję i kulturę pokoju.
Religia
odgrywa istotną rolę w inspirowaniu gestów pokoju i w utrwalaniu
warunków pokoju. Może pełnić tę rolę tym
skuteczniej, im bardziej zdecydowanie skupia się na tym, co jest jej właściwe:
na otwarciu na Boga, nauczaniu duchowości powszechnego braterstwa i
tworzeniu kultury solidarności. Dzień Modlitwy o Pokój w Asyżu,
na który 24 stycznia 2002 roku zaprosiłem przedstawicieli licznych religii,
to właśnie miał na celu. Miał wyrazić pragnienie wychowywania do pokoju poprzez szerzenie duchowości i kultury pokoju.
Dziedzictwo Encykliki « Pacem
in terris »
10. Błogosławiony Jan XXIII
był człowiekiem, który nie bał
się przyszłości. Zachowywał postawę optymizmu dzięki
ufności, którą z przekonaniem pokładał w Bogu i w człowieku
– ufności, którą zaczerpnął z atmosfery głębokiej
wiary, w jakiej wzrastał. Umocniony zawierzeniem Opatrzności, nawet
wobec – jak się wydawało – niemożliwego do zażegnania
konfliktu, nieustannie przedstawiał przywódcom swoich czasów nową
wizję świata. To jest dziedzictwo, które nam pozostawił. Myśląc
o nim w ten Światowy Dzień Pokoju
roku 2003, jesteśmy wezwani, by wzbudzić w sobie uczucia, jakie on
żywił: ufność w Boga miłosiernego i litościwego,
który powołuje nas do braterstwa; ufność w ludzi naszych czasów
– i wszystkich innych czasów – którzy noszą w duszach ten sam obraz
Boży. Te uczucia pozwalają mieć nadzieję, że zostanie
zbudowany na ziemi świat, w którym zapanuje pokój.
Na początku nowego roku w historii
ludzkości płynie następujące życzenie z głębi
mego serca: niech w duszach ludzkich obudzi się zapał, by na nowo
zaangażować się w szlachetną misję, jaką Encyklika
Pacem in terris proponowała przed czterdziestu laty wszystkim kobietom
i mężczyznom dobrej woli. Zadaniem tym, które ncyklika zaliczała
do « najważniejszych
», jest « zaprowadzenie
– na fundamencie zasad prawdy, sprawiedliwości, miłości i
wolności – nowego układu stosunków społecznych
». Papież sprecyzował też, że chodzi o stosunki społeczne
« między poszczególnymi
obywatelami, między obywatelami i ich państwami, między samymi
państwami oraz między poszczególnymi ludźmi, rodzinami,
zrzeszeniami i państwami z jednej strony a społecznością ogólnoludzką
z drugiej ». A na koniec
potwierdził, że « nie ma
zaiste szczytniejszego zadania nad wprowadzenie w ten sposób prawdziwego pokoju
wedle ustanowionego przez Boga porządku
» (por. Pacem in terris, V: dz. cyt., 301-302).
Czterdziesta rocznica wydania Encykliki
Pacem in terris jest szczególnie stosowną okazją, by przypomnieć
profetyczne nauczanie Papieża Jana XXIII. Wspólnoty kościelne
zdecydują, jaki rodzaj obchodów tej rocznicy w ciągu roku najlepiej
im odpowiada i podejmą inicjatywy, którym nie zabraknie charakteru ekumenicznego
i międzyreligijnego oraz otwarcia się na wszystkich, których ożywia
głębokie pragnienie « zburzenia
dzielącej ich zapory, umocnienia więzi wzajemnej miłości,
zrozumienia innych, przebaczenia wreszcie tym, którzy wyrządzili im krzywdę
» (tamże, V: dz. cyt.,
304).
Temu pragnieniu towarzyszy moja
modlitwa do Boga Wszechmogącego, źródła wszelkiego naszego dobra.
Niech Ten, który z ucisku i konfliktu powołuje nas do wolności i do
współpracy dla dobra wszystkich, pomoże ludziom w każdym zakątku
ziemi budować świat, w którym zapanuje pokój, coraz mocniej wsparty
na czterech filarach, które błogosławiony Jan XXIII wskazał
wszystkim w swej historycznej Encyklice: prawdzie, sprawiedliwości, miłości i wolności.
Watykan, 8 grudnia 2002 roku.
|