 |
LIST OJCA ŚWIĘTEGO JANA
PAWŁA II DO KAPŁANÓW NA WIELKI
CZWARTEK 2002 ROKU
Drodzy Bracia w Kapłaństwie!
1.Ze wzruszeniem zwracam się do Was, tradycyjnie już
na dzień Wielkiego Czwartku, niejako zasiadając
z Wami do Ostatniej Wieczerzy, podczas której Pan Jezus odprawił
z Apostołami pierwszą Eucharystię:
dar dla całego Kościoła
— dar, który, choć pod osłoną
sakramentu, czyni Go obecnym « prawdziwie, rzeczywiście i
istotowo » (Sob. Tryd. DS 1651) w każdym Tabernakulum
i na wszystkich szerokościach geograficznych. Przed tą
szczególną obecnością Kościół
od wieków pochyla się w geście adoracji: Adoro
te devote, latens Deitas; od zarania pozwala się prowadzić
duchowym uniesieniom świętych i jak
Oblubienica koncentruje się na głębokim
wyznaniu wiary i miłości: Ave, verum
corpus natum de Maria Virgine.
Z darem wyjątkowej obecności, którą
Jezus wciąż odnawia w akcie największej
ofiary i czyni się pokarmem dla nas, właśnie
podczas Ostatniej Wieczerzy związał szczególne
posłannictwo Apostołów i ich następców.
Od tamtej chwili być apostołem Chrystusa,
jak to jest w przypadku biskupów i prezbiterów, którzy uczestniczą
w ich misji, oznacza być uprawnionym do działania
in persona Christi Capitis. Wypełnia się
to w sposób doskonały za każdym razem, gdy
celebruje się ucztę ofiarną
Ciała i Krwi naszego Pana. Wówczas kapłan
niemal użycza Chrystusowi swego oblicza i głosu:
« to czyńcie na moją pamiątkę
» (Łk 22, 19).
Jakże wspaniałe jest nasze powołanie,
moi drodzy Bracia! Prawdziwie możemy powtórzyć
za Psalmistą: « Cóż oddam Panu za
wszystko, co mi wyświadczył? Podniosę
kielich zbawienia i wezwę imienia Pańskiego
» (Ps 116, 12-13).
2. Rozmyślając z radością
nad tym darem, chciałbym w tym roku zatrzymać
się wraz z Wami na tym wymiarze naszej misji, na który
już w zeszłym roku, z tej samej okazji
zwróciłem Waszą uwagę.
Uważam bowiem, że zasługuje
on na jeszcze wieksze zgłębienie. Myślę
tutaj o misji, jaką Pan nam powierzył, abyśmy
reprezentowali Go nie tylko podczas Ofiary euchrystycznej, lecz także
w Sakramencie Pojednania.
Sakramenty te łączy głęboka
więź. Eucharystia, szczyt ekonomii sakramentalnej,
jest też jej źródłem:
wszystkie sakramenty w pewnym sensie z niej wypływają
i do niej prowadzą. Dotyczy to w sposób szczególny
sakramentu, który został naznaczony jako « skuteczny znak »
przebaczenia od Boga, który powtórnie przyjmuje w swe ramiona skruszonego
grzesznika. Eucharystia bowiem, jako uobecnienie ofiary Chrystusa, ma także
za zadanie ustrzec nas przed grzechem. Katechizm Kościoła
Katolickiego wyraża się o tym w ten
sposób: « Eucharystia nie może jednoczyć
nas z Chrystusem, nie oczyszczając nas równocześnie
z popełnionych grzechów i nie zachowując
nas od grzechów w przyszłości » (n. 1393).
Tym niemniej, w ekonomii łaski, jaką obrał
Chrystus, moc oczyszczająca Eucharystii dokonuje bezpośrednio
wymazania grzechów lekkich, zaś w przypadku grzechów śmiertelnych,
które w sposób radykalny naruszają więź
wiernego z Bogiem i komunię z Kościołem,
jedynie pośrednio zmierza ku temu. « Celem Eucharystii —
jak dalej przypomina Katechizm — nie jest (...) odpuszczenie grzechów śmiertelnych.
Jest ono właściwe dla Sakramentu Pojednania.
Eucharystia jest natomiast sakramentem tych, którzy pozostają
w pełnej komunii z Kościołem
» (n. 1395).
Potwierdzając tę prawdę,
Kościół nie zamierza w żaden
sposób umniejszyć roli Eucharystii. Zamiarem Kościoła
jest ujęcie jej znaczenia w kontekście całej
ekonomii sakramentalnej, tak jak zostało to przewidziane przez
zbawczą mądrość Bożą.
Taki zresztą kierunek został stanowczo
wskazany przez Apostoła, gdy pisał do
Koryntian: « Dlatego też kto spożywa chleb
lub pije kielich Pański niegodnie, winny będzie
Ciała i Krwi Pańskiej. Niech przeto człowiek
baczy na siebie samego, spożywając ten chleb
i pijąc z tego kielicha. Kto bowiem spożywa
i pije nie zważając na Ciało
[Pańskie], wyrok sobie spożywa i pije » (1
Kor 11, 27-29). W ślad za tym Pawłowym
ostrzeżeniem idzie zasada, według której «
jeśli ktoś ma świadomość
grzechu ciężkiego, przed przyjęciem
Komunii powinien przystąpić do sakramentu
pojednania » (KKK, n. 1385).
3. Przypominając o tej prawdzie, pragnę
Was, drodzy Bracia w Kapłaństwie, gorąco
zaprosić — jak to już uczyniłem
w minionym roku — abyście sami odkrywali i pomagali innym
odkrywać piękno Sakramentu Pojednania.
Niestety, już od kilku dziesięcioleci
sakrament ten z różnych powodów przeżywa
pewien kryzys. Odnosiłem się do niego
wielokrotnie. Zechciałem nawet, aby temat ten stał
się przedmiotem refleksji Synodu Biskupów, którego
wskazówki zawarłem następnie w Adhortacji
Apostolskiej Reconciliatio et paenitentia. Z drugiej strony wspominam z
radością te pozytywne znaki, które
szczególnie podczas Roku Jubileuszowego ukazały, jak
sakrament ten, właściwie przedstawiany i
przeżywany, może zostać w
dużej mierze na nowo odkryty również przez
młodzież. Owo odkrywanie jest z pewnością
poparte potrzebą osobistego kontaktu, który dzisiaj
wydaje się być szczególnie utrudniony ze
względu na coraz szybsze tempo życia społeczeństw
zdominowanych przez technologię, ale też właśnie
dlatego odczuwany coraz bardziej jako życiowa konieczność.
Oczywiście, można wychodzić
naprzeciw tej potrzebie na różne sposoby. Nie można
nie uznać faktu, że Sakrament Pojednania,
mimo iż nie jest jedną z wielu terapii
psychologicznych, przynosi w obfitości znaczące
zaspokojenie również tej potrzeby. Czyni to ustanawiając
— poprzez przyjacielskie oblicze brata — więź, która
łączy skruszonego grzesznika z miłosiernym
Sercem Bożym.
Tak, zaprawdę nieskończenie wielka jest mądrość
Boża, która wraz z ustanowieniem tego sakramentu zaradziła
również tej wielkiej i nieprzemijajacej potrzebie ludzkiego
serca. Jesteśmy wezwani, by być oddanymi i światłymi
przekazicielami tej właśnie mądrości
przez osobisty kontakt, który winniśmy nawiązywać
z licznymi braćmi i siostrami w Sakramencie Pokuty. W tym
kontekście pragnę stanowczo podkreślić,
że sprawowanie indywidualne jest powszechną
formą udzielania tego sakramentu i tylko w « przypadkach poważnej
konieczności » jest uprawnione sięganie do
formy wspólnotowej z wyznaniem grzechów i zbiorowym rozgrzeszeniem.
Dobrze znane są warunki niezbędne do tej
formy rozgrzeszenia. Trzeba zwłaszcza przypomnieć,
że nigdy nie zwalnia ona od kolejnej, już
indywidualnej spowiedzi z grzechów ciężkich. Do ważności
takiego rozgrzeszenia wierni są zatem zobowiązani
powziąć postanowienie, że wyspowiadają
się indywidualnie (por. KKK, 1483).
4. Z radością i nadzieją
odkryjmy na nowo ten sakrament. Przeżywajmy go przede
wszystkim dla nas samych jako głęboką
potrzebę i jako nieustannie oczekiwaną łaskę,
aby nasze kroczenie ku świetości i nasze posłannictwo
dokonywało się z nową
energią i nowym zapałem.
Jednocześnie starajmy się być
prawdziwymi sługami miłosierdzia.
Wiemy przecież, że w tym sakramencie, jak i
we wszystkich pozostałych, nie tylko dajemy świadectwo
łaski zstępującej z Wysokości,
która działa ex opere operato, ale też
jesteśmy powołani do tego, aby być
jej czynnymi narzędziami. Innymi słowy Bóg
liczy również na nas, na nasze oddanie i wierność,
aby mógł dokonywać cudów w ludzkich
sercach. To kładzie na nas szczególną
odpowiedzialność. W sprawowaniu tego sakramentu, może
nawet bardziej niż pozostałych, jest wazne,
aby wierni żywo doświadczali oblicza
Chrystusa Dobrego Pasterza.
Pozwólcie, że zatrzymam się z Wami nad
tym tematem, jakby przenosząc się do miejsc
— katedr, parafii, sanktuariów lub jeszcze innych — w których każdego
dnia podejmujecie trud sprawowania tego sakramentu. Przychodzą
w tym momencie na myśl karty Ewangelii, które bezpośrednio
ukazują nam miłosierne oblicze Boga. Jak nie
skierować swej myśli ku wzruszającemu
spotkaniu syna marnotrawnego z miłosiernym ojcem? Lub też
do obrazu owcy, zgubionej i odnalezionej, którą
pasterz uradowany bierze na swe ramiona? Każdy z nas, drodzy
Bracia, winien dawać świadectwo tego
ojcowskiego brania w ramiona i tej radości Dobrego Pasterza, w
momencie, w którym zostajemy wezwani, aby dla pokutującego
stać się szafarzami przebaczenia.
Aby jeszcze bardziej uwydatnić niektóre wymiary tego
szczególnego dialogu zbawienia, jakim jest Sakrament Pojednania, chciałbym
przytoczyć jako « biblijną ikonę
» spotkanie Jezusa z Zacheuszem (por. Łk 19,
1-10). Wydaje mi się bowiem, że to, co zaszło
pomiędzy Jezusem a zwierzchnikiem celników z Jerycha,
przypomina pod wieloma względami celebrację
Sakramentu Miłosierdzia. Śledząc
to krótkie, ale jakże intensywne opowiadanie, chciejmy
dostrzec w zachowaniu i głosie Chrystusa wszystkie te odcienie
mądrości ludzkiej i nadprzyrodzonej, które
również i my winniśmy starać
się wyrazić, aby sakrament był
przeżywany w sposób najlepszy z możliwych.
5. Opowiadanie, jak wiemy przedstawia spotkanie pomiędzy
Jezusem i Zacheuszem prawie jako wydarzenie przypadkowe. Jezus przybywa
do Jerycha i przechodzi przez nie otoczony tłumem (por. Łk
19, 3). Zacheusz wspina się na sykomorę,
kierowany jakby tylko zwykłą ciekawością.
Czasami ludzkie spotkania z Bogiem wydają się
być przypadkowe. Nic jednak, co pochodzi od Boga, nie jest
dziełem przypadku. Żyjąc
w czasach, w których rzeczywistość duszpasterska jest
tak zróżnicowana, możemy czasami zniechęcać
się lub tracić motywację
przez fakt, iż wielu chrześcijan nie tylko
nie przykłada należytej wagi do życia
sakramentalnego, ale też często, kiedy
przystępują oni do sakramentów, czynią
to w sposób powierzchowny. Ten, kto ma doświadczenie
spowiednicze wie, w jaki sposób podchodzi się do tego
sakramentu w codziennym życiu, może
wielokrotnie przeżywać niepokój wobec
faktu, iż niektórzy wierni idą do spowiedzi
nie wiedząc nawet, co właściwie
przez to chcą otrzymać. Dla niektórych
decyzja o pójściu do spowiedzi może być
motywowana jedynie potrzebą, by być wysłuchanym.
Dla innych pragnieniem otrzymania porady. Dla innych z kolei, psychologiczną
koniecznością uwolnienia się
z « poczucia winy ». Dla wielu decyzja ta jest poparta prawdziwą
potrzebą odnowienia więzi z Bogiem, ale
spowiadają się bez wystarczającego
zrozumienia obowiązków, jakie stąd wypływają,
może też czyniąc rachunek
sumienia w sposób bardzo uproszczony z powodu braku świadomości,
jakie są zasady życia moralnego
inspirowanego Ewangelią. Któż ze
spowiedników nie przeżył tego doświadczenia?
W przypadku Zacheusza wszystko, co się mu przydarza, jest
zadziwiające. Jeśli nie byłoby
w pewnym momencie « niespodziewanego » spojrzenia Chrystusa, pozostałby
on niemym widzem, obserwującym Jego przejście
ulicami Jerycha. Jezus przeszedłby obok, a nie wkroczyłby
w jego życie. On sam nie przypuszczał, iż
ciekawość, która popchnęła go do
wykonania tak osobliwego gestu, była już
owocem miłosierdzia, jakie go poprzedzało,
pociągało i wkrótce miało
go zmienić w głębi serca.
Moi drodzy Bracia Kapłani! Myśląc
o wielu naszych penitentach, przeczytajmy powtórnie tę
zadziwiającą wskazówkę,
jaką ewangelista Łukasz daje, opisując
postępowane Jezusa: « Gdy Jezus przyszedł
na to miejsce, spojrzał w górę i rzekł
do niego: "Zacheuszu, zejdź prędko,
albowiem dziś muszę się
zatrzymać w twoim domu" » (Łk
19, 5).
Każde spotkanie z wiernym, który prosi nas o spowiedź,
nawet jeśli czyni to w sposób nieco powierzchowny,
niedostatecznie umotywowany i przygotowany, dzięki zadziwiającej
łasce Bożej może być
tym « miejscem » w pobliżu sykomory, w którym Jezus zwrócił
swe oczy na Zacheusza. Nie potrafimy ocenić, jak głęboko
oczy Chrystusa przeniknęły duszę
celnika w Jerychu. Wiemy jednak, że są to te
same oczy, które kierują wzrok na każdego
z naszych penitentów. My w Sakramencie Pojednania jesteśmy
tylko pośrednikami w spotkaniu nadprzyrodzonym, posiadającym
własne prawa, które mamy jedynie przestrzegać
i wypełniać. Musiało to być
dla Zacheusza wstrząsające doświadczenie,
kiedy został zawołany po imieniu.
Jego imię w ustach wielu współmieszkańców
było obarczone pogardą. Teraz słyszał
je wymawiane z łagodnością,
która nie tylko wyrażała zaufanie, ale też
serdeczność, niemal potrzebę przyjaźni.
Tak, Jezus zwraca się do Zacheusza jak do starego przyjaciela,
może trochę zapomnianego, z którego jednak
w swojej wierności nie zrezygnował i
dlatego, posługując się
delikatnym przymusem uczucia, wchodzi w życie i w dom
odnalezionego przyjaciela: « Zejdź prędko,
albowiem dziś muszę się
zatrzymać w twoim domu » (Łk 19, 5).
6. Uderza w opowiadaniu ewangelisty Łukasza ton języka:
wszystko jest takie osobiste, takie delikatne, takie serdeczne! Nie chodzi tu wyłącznie
o poruszające rysy człowieczeństwa.
W głębi tego opowiadania kryje się
istotna konieczność, którą Jezus wyraża
jako Ten, który ostatecznie objawia miłosierdzie Boże.
Mówi on: « Muszę się zatrzymać
w twoim domu », lub tłumacząc bardziej dosłownie:
« jest konieczne dla mnie, abym się zatrzymał
w twoim domu » (Łk 19, 5). Postępując
za tajemniczą mapą ścieżek,
które wyznaczył Mu Ojciec, spotkał na swej
drodze także Zacheusza. Zatrzymuje się przy
nim, aby nastąpiło spotkanie, które jakby
od początku było przewidziane. Dom tego
grzesznika, na przekór szemraniom ludzkiej mierności, ma się
stać miejscem objawienia, scenerią
cudu miłosierdzia. Oczywiście nie dojdzie do
tego, jeśli Zacheusz nie uwolni swego serca z więzów
egoizmu i niesprawiedliwości dopuszczającej
się oszustwa. Otrzymał już
jednak dar miłosierdzia, który jest bezwarunkowy i pełny
obfitości. Miłosierdzie go ubiegło!
To właśnie dzieje się w
każdym spotkaniu sakramentalnym. Nie możemy
myśleć, że to grzesznik
wysługuje sobie miłosierdzie przez swoją
wędrówkę ku nawróceniu. Wręcz
przeciwnie, to miłosierdzie kieruje go na drogę
nawrócenia. Człowiek sam z siebie nie jest zdolny do niczego.
Na nic też nie zasługuje. Spowiedź,
zanim stanie się wędrówką
człowieka ku Bogu, jest wpierw wejściem
Boga do człowieczego domu.
W każdej spowiedzi możemy zatem spotykać
najbardziej różnorodne typy osób. Jednej rzeczy powinniśmy
być pewni: jeszcze przed naszym wezwaniem, a potem przed
naszymi sakramentalnymi słowami, bracia, którzy proszą
o naszą posługę, już
są objęci miłosierdziem,
które działa w ich sercach. Dałby Bóg, byśmy
przez nasze słowo i pasterskiego ducha byli zawsze oddani każdemu
człowiekowi, zdolni do zrozumienia jego problemów i do
towarzyszenia mu z wyczuciem w jego wędrówce, przekazując
mu ufność w dobroć Bożą
i stając się pośrednikami
miłosierdzia, które go obejmuje i miłości,
która go ocala.
7. « Muszę się zatrzymać
w twoim domu ». Spróbujmy zagłębić się
jeszcze bardziej w znaczenie tych słów. Są
one swoistą proklamacją. Wskazują
one na wybór, jakiego dokonał Chrystus, ale wpierw jeszcze na
wolę Ojca. Jezus przedstawia się jako
ten, który ma konkretne posłannictwo. On sam ma pewne «
prawo », którego musi przestrzegać: wolę
Ojca, której wypełnienie z miłością
ma stać się Jego « pokarmem » (por. J
4, 34). Słowa, którymi Jezus zwraca się do
Zacheusza nie są tylko sposobem nawiązania
kontaktu, lecz ogłoszeniem realizacji planu przewidzianego
przez Boga.
Do spotkania dochodzi w perspektywie Słowa Bożego,
które jest tożsame ze Słowem i Obliczem
Chrystusa. Taki też jest niezbędny punkt wyjścia
dla każdego autentycznego spotkania w sprawowaniu Sakramentu
Pokuty. Biada, jeśli wszystko sprowadziłoby
się do posługiwania jedynie poprzez ludzkie środki
zaradcze. Zwracanie uwagi na zasady ludzkiego porozumiewania się
może być przydatne i nie powinno być
pominięte, jednak wszystko musi być oparte
na Słowie Bożym. Stąd też
rytuał tego sakramentu przewiduje, aby również
wobec spowiadającego się było
to Słowo głoszone.
Jest to szczegół, którego nie można nie
doceniać, nawet jeśli jest on niełatwy
do wykonania. Spowiednicy wciąż doświadczają,
jak trudno jest przedstawić wymogi Słowa Bożego
komuś, kto je zna jedynie powierzchownie. Oczywiście
chwila sprawowania Sakramentu Pokuty nie jest najodpowiedniejszą,
aby troszczyć się o nadrobienie tych braków.
Należy z mądrością
pasterską zadbać o to w fazie
przygotowawczej, udzielając podstawowych wskazań,
pozwalających każdemu skonfrontować
się z prawdą Ewangelii. W każdym
przypadku spowiednik winien wykorzystać spotkanie
sakramentalne, by pomóc penitentowi w dostrzeżeniu miłosiernej
wyrozumiałości Boga, który wyciąga
ku niemu rękę nie po to, aby go zranić,
lecz by ocalić.
Zresztą, jak ukryć obiektywne trudności,
jakie w tym względzie stwarza dominująca
kultura naszych czasów? Także dla dojrzałych
chrześcijan jest ona nierzadko barierą w dążeniu
do życia w zgodzie z przykazaniami Bożymi i
opartymi na nich wyraźnymi wskazaniami Magisterium Kościoła.
Jest tak w przypadku wielu problemów etyki seksualnej i rodzinnej, bioetyki,
moralności zawodowej i społecznej, ale także
w przypadku obowiązków związanych z praktyką
religijną i z uczestnictwem w życiu Kościoła.
Stąd potrzeba pracy katechetycznej, którą
nie można obarczać spowiednika w momencie
udzielania sakramentu. Lepiej, aby stało się
to tematem pogłębionej refleksji podczas przygotowania do
spowiedzi. Wielką pomocą ku temu może
być celebracja tego sakramentu obejmująca
zbiorowe przygotowanie, zakończone następnie
indywidualną spowiedzią.
« Ikona biblijna » Zacheusza oferuje ponownie istotną
wskazówkę, która pomaga dobrze to ująć.
W sakramencie, zanim dojdzie do spotkania z « przykazaniami Bożymi
», następuje spotkanie w Jezusie z « Bogiem przykazań
». Jezus przedstawia Zacheuszowi siebie samego: « Muszę
się zatrzymać w twoim domu ». On jest darem
dla Zacheusza i jednocześnie On jest « prawem Bożym
» dla niego. Kiedy spotyka się Jezusa jako dar, wówczas
najbardziej wymagające oczekiwania prawa nabierają
tej « lekkości », jaka płynie z łaski,
zgodnie z tą nadprzyrodzoną dynamiką,
która pozwoliła św. Pawłowi
powiedzieć: « Jeśli jednak pozwolicie się
prowadzić duchowi, nie znajdziecie się w
niewoli Prawa » (Ga 5, 18). Każde sprawowanie
Sakramentu Pokuty winno wywoływać w duszy
skruszonego grzesznika ten sam wybuch radości, jaki spowodowały
słowa Chrystusa w Zacheuszu, który « zszedł
(...) z pośpiechem i przyjął Go
rozradowany » (Łk 19, 6).
8. Pierwszeństwo i obfitość miłosierdzia
nie może jednakże spowodować
zapomnienia, że jest ono tylko założeniem
możliwości zbawienia, które realizuje
się w stopniu, w jakim spotka się z
odpowiedzią ze strony człowieka. W
istocie, przebaczenie udzielone podczas Sakramentu Pojednania nie jest jakimś
aktem zewnętrznym, rodzajem prawnego « rozporządzenia
regulującego » stan rzeczy, ale prawdziwym spotkaniem
grzesznika z Bogiem, które na nowo ustanawia więzi przyjaźni
zerwane przez grzech. « Prawda » tych więzi domaga się,
aby człowiek oddał się w
otwarte, miłosierne ramiona Boga, pokonując
wszelkie opory związane z grzechem.
To właśnie zachodzi w przypadku
Zacheusza. Czując się traktowanym jak « syn
» zaczyna on myśleć i zachowywać
się jak syn i pokazuje to na nowo odnajdując
braci. Pod wpływem pełnego miłości
spojrzenia Chrystusa jego serce otwiera się na miłość
bliźniego. Od zamknięcia w sobie, które
prowadziło go do wzbogacenia bez zwracania uwagi na cierpienia
innych, przechodzi do postawy pełnej otwartości,
która wyraża się w faktycznym « rozdaniu
» swojego majątku: « połowy dóbr » dla
ubogich. Niesprawiedliwości przejawiającej
się w oszukiwaniu braci, uczyni zadość
w czwórnasób: « A jeśli kogo w czym skrzywdziłem,
zwracam poczwórnie » (Łk 19, 8). Dopiero w tym
momencie miłość Boża
osiąga swój cel i dokonuje się zbawienie:
« Dziś zbawienie stało się
udziałem tego domu » (Łk 19, 9).
Ta droga zbawienia, ukazana w sposób tak jasny w opowiadaniu o Zacheuszu,
musi nas ukierunkować, drodzy Bracia Kapłani,
ku spełnianiu naszej trudnej posługi
spowiedników z pełną mądrości
równowagą pasterską. Zawsze była
ona wystawiona na przeciwstawne naciski dwóch ekstremów: rygoryzmu i laksyzmu.
Rygoryzm nie bierze pod uwagę pierwszej części
epizodu z Zacheuszem. Nie uwzględnia uprzedzającego
wszystko miłosierdzia, które popycha ku nawróceniu i dodaje
wagi nawet najmniejszym postępom w miłości,
ponieważ Ojciec chce uczynić nawet rzeczy
niemożliwe, by ocalić utraconego syna. «
Albowiem Syn Człowieczy przyszedł szukać
i zbawić to, co zginęło » (Łk
19, 10). Drugie ekstremum to laksyzm, który nie bierze pod uwagę
faktu, że pełne zbawienie, nie tylko
proponowane, ale przyjęte, które prawdziwie uzdrawia i dźwiga
z upadku, zakłada autentyczne nawrócenie ku wymogom miłości
Bożej. Jeśli Zacheusz przyjąłby
Pana w swoim domu bez otwarcia się na miłość,
bez postanowienia, że naprawi wyrządzone
krzywdy, i bez stanowczej decyzji o odnowie życia, nie otrzymałby
w głębi duszy przebaczenia, które Pan z tak wielką
pieczołowitością mu
zaoferował.
Trzeba uważać, aby utrzymać
należytą równowagę,
która chroniłaby przed narażeniem kogoś
na niebezpieczeństwa tych dwóch ekstremów. Rygoryzm
druzgocze i oddala. Laksyzm myli i łudzi. Szafarz
Sakramentu Pojednania, który wobec grzesznika jest wcieleniem oblicza Dobrego
Pasterza, winien w jednakowym stopniu wyrażać
uprzedzające miłosierdzie, jak też
uzdrawiające i kojące przebaczenie. Właśnie
na gruncie tych reguł kapłan jest powołany,
by w rozmowie z grzesznikiem rozeznać, czy jest on gotów na
rozgrzeszenie sakramentalne. Z pewnością
delikatność, jaka konieczna jest w spotkaniu z duszami w
chwili tak osobistej i często pełnej bólu,
wymaga wielkiej dyskrecji. Jeśli nie ma podstaw, by sądzić
inaczej, spowiednik musi zakładać, iż
penitent, wyznając grzechy, ma prawdziwy żal
i wynikającą z niego rzeczywistą
wolę poprawy. Takie założenie
będzie ostatecznie uzasadnione, jeśli
przyjdzie z pomocą posługa duszpasterska związana
z Sakramentem Pojednania, która zagwarantuje takie przygotowanie do sakramentu,
by pomogło ono każdemu dojrzeć
do właściwej świadomości
tego, o co przychodzi prosić. Tym niemniej jest jasne, iż
w przypadku, w którym byłoby inaczej, spowiednik ma obowiązek
powiedzieć penitentowi, iż nie jest on
jeszcze w pełni gotowy na rozgrzeszenie. Jeśli
byłoby ono udzielone temu, kto otwarcie zaświadcza
o braku chęci poprawy, to ryt ten zostałby
sprowadzony do czystej iluzji, a nawet aktu czysto magicznego, może
zdolnego dać pozorny pokój, ale z pewnością
nie głęboki pokój sumienia, gwarantowany przez serdeczny
uścisk Boga.
9. W świetle tego, co zostało
powiedziane, jawi się w sposób pełniejszy,
dlaczego osobiste spotkanie pomiędzy spowiednikiem a
penitentem jest powszechną formą pojednania
sakramentalnego, podczas gdy rozgrzeszenie zbiorowe ma charakter wyjątkowy.
Jak wiadomo, po wiekach, w których dominowała formuła
spowiedzi publicznej, praktyka Kościoła
stopniowo doszła do celebracji Sakramentu Pokuty w formie
indywidualnej. Ten rozwój nie tylko nie zmienił istoty
sakramentu — i nie mogło być inaczej! —
ale jeszcze pogłębił jego wymowę
i skuteczność. Nie nastąpiło
to bez udziału Ducha Świętego,
który także w ten sposób wypełniał
zadanie prowadzenia Kościoła « do całej
prawdy » (J 16, 13).
Rzeczywiście, zwyczajna forma Sakramentu Pojednania nie
tylko wyraża dobrze prawdę o miłosierdziu
Bożym i przebaczeniu, które w nim ma źródło,
ale również prawdę o człowieku
w jednym z jego podstawowych aspektów: niepowtarzalności każdej
osoby, która mimo, iż żyje w kontekście
relacji i wspólnot, nigdy nie poddaje się zredukowaniu do
roli elementu bezkształtnego tłumu. Dlatego
właśnie wezwanie kogoś
po imieniu odbija się w jego duszy tak głębokim
echem. Świadomość, że
jesteśmy znani i akceptowani takimi, jacy jesteśmy,
w najbardziej osobistym wymiarze, pozwala nam poczuć, iż
naprawdę żyjemy. Duszpasterstwo powinno
bardziej brać pod uwagę ten aspekt, aby zrównoważyć
w sposób pełen mądrości
chwile zgromadzeń, w których podkreślona
jest waga wspólnoty kościelnej z tymi, które wymagają
pełnego uwagi wychodzenia naprzeciw potrzebom pojedynczej
osoby. Ludzie zazwyczaj oczekują, że zostaną
rozpoznani i prowadzeni, i właśnie dzięki
tej bliskości mocniej odczuwają miłość
Boga.
W tej perspektywie Sakrament Pojednania jawi się jako jedna
z uprzywilejowanych dróg takiej właśnie
pedagogiki osobowej. Tutaj Dobry Pasterz, poprzez oblicze i głos
kapłana, zbliża się do każdego,
aby rozpocząć z nim dialog polegający
na wysłuchaniu, udzieleniu rady, duchowego wsparcia i
przebaczenia. Miłość Boża
potrafi skupić się na każdym
człowieku, bez umniejszania pozostałym. Kto
dostepuje sakramentalnego przebaczenia, musi poczuć ciepło
tej osobistej troski. Musi doświadczać
intensywności ojcowskiego objęcia, z jakim
przyjmuje syna marnotrawnego: « rzucił mu się
na szyję i ucałował go »
(Łk 15, 20). Musi usłyszeć
ten ciepły, przyjacielski głos, który
dochodzi do celnika Zacheusza, wzywając go po imieniu do
rozpoczęcia nowego życia (por. Łk
19, 5).
10. Stąd też istnieje potrzeba odpowiedniego
przygotowania spowiednika do sprawowania tego sakramentu. Musi ono przebiegać
w taki sposób, aby dać wyraz godności aktu
liturgicznego, także przez jego zewnętrzną
oprawę, według norm wskazanych przez Rytuał
Sakramentu Pokuty. Nie wyklucza to możliwości
pasterskiego przystosowania do wymogów okoliczności, gdy w świetle
klasycznej zasady, która mówi, iż suprema lex Kościoła
to salus animarum, sugerowałyby to różnorakie
potrzeby penitenta. Dlatego pozwólmy się prowadzić
mądrości świetych. Pójdźmy
odważnie z propozycją spowiedzi także
do młodych. Bądźmy pośród
nich, stając się ich przyjaciółmi
i ojcami, ich powiernikami i spowiednikami. Potrzebują oni
odnaleźć w nas tak jednych, jak i drugich, jeden i drugi
wymiar.
Dokładajmy też starań,
aby wciąż uaktualniać nasze
przygotowanie teologiczne, przede wszystkim w obliczu nowych wyzwań
etycznych, pozostając zawsze zakotwiczeni w nauczaniu
Magisterium Kościoła. Zdarza się
czasami, że wierni odchodzą od konfesjonału
z myślami pełnymi zamętu
odnośnie współczesnych problemów etycznych
również dlatego, że nie znajdują
w spowiednikach osób podzielajacych ich poglądy. W
rzeczywistości ci, którzy w imieniu Boga i Kościoła
sprawują tę delikatną misję,
mają konkretny obowiązek nie kultywować,
a tym bardziej nie wyrażać w miejscu
sakramentalnym ocen osobistych, odbiegających od tego, czego
Kościół naucza i co głosi.
Nie można mylić miłości
z odchodzeniem od prawdy w imię źle
rozumianej wyrozumiałości. Nie wolno nam
redukować prawdy według własnego
osądu, nawet w najlepszych intencjach. Naszym zadaniem jest być
świadkami Boga, przekazicielami miłosierdzia,
które zbawia również, gdy jawi się jako osąd
nad ludzkim grzechem. « Nie każdy, który Mi mówi:
"Panie, Panie!", wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia
wolę mojego Ojca, który jest w niebie » (Mt 7, 21).
11. Drodzy Bracia w Kapłaństwie! Pragnę
być w sposób szczególny blisko Was, podczas gdy gromadzicie
się wokół waszych biskupów, w ten Wielki
Czwartek roku 2002. Na progu nowego tysiąclecia przeżyliśmy
wszyscy poryw duchowej odnowy, « zaczynając od Chrystusa »
(por. Novo millennio ineunte, 29 nn.). Było pragnieniem
wszystkich, aby zbiegło się to z nową
erą braterstwa i pokoju dla całej ludzkości.
Widzieliśmy jednak na nowo rozlew krwi. Wciąż
jesteśmy świadkami wojen. Odczuwamy z trwogą
tragedię nienawiści i podziałów,
które niszczą relacje pomiędzy narodami.
Ponadto, w tym okresie, jako kapłani jesteśmy
osobiście głęboko wstrząśnięci
grzechami niektórych naszych braci, którzy sprzeniewierzyli się
łasce otrzymanej w Sakramencie Święceń,
ulegając najgorszym przejawom mysterium iniquitatis,
jakie dokonuje się w świecie. Budzi to
zgorszenie, a jako jego skutek pada głęboki cień
podejrzenia na wszystkich innych zasłużonych
kapłanów, którzy pełnią
swoją posługę z uczciwością
i z konsekwencją, a nierzadko z heroiczną miłością.
Podczas gdy Kościół wyraża
swą troskę o ofiary i czyni wysiłki,
aby zareagować zgodnie z prawdą i
sprawiedliwością na każdą
bolesną sytuację, my wszyscy — świadomi
ludzkiej słabości, ale ufni w uzdrawiającą
moc Bożej łaski — jesteśmy
wezwani do przyjmowania mysterium Crucis i pełnego
zaangażowania w poszukiwaniu świętości.
Musimy modlić się, aby Bóg w swojej
opatrzności wzbudził w sercach wielkoduszne
odrodzenie ideałów całkowietego oddania
Chrystusowi, które są fundamentem naszej kapłańskiej
posługi.
To właśnie wiara w Chrystusa daje nam siłę,
abyśmy spoglądali w przyszłość
z ufnością. Wiemy bowiem, że
zło istnieje w sercu człowieka od samego
początku i tylko wtedy, gdy zbliży się
do niego Chrystus, a on pozwoli Mu się « zdobyć
», będzie zdolny rozsiewać wokół
siebie pokój i miłość. Na nas, jako na
sługach Eucharystii i Sakramentu Pojednania, w szczególny
sposób spoczywa zadanie rozszerzania w świecie nadziei,
dobroci i pokoju.
W tym świętym dniu, w którym wraz z
ustanowieniem Eucharystii wspominamy nasze kapłańskie
« narodzenie », życzę Wam, abyście
żyli w pokoju serca, w głębokiej
komunii pomiędzy Wami, z Biskupem i z Waszymi wspólnotami. Ze
słowami, które po zmartwychwstaniu Chrystus skierował
do Apostołów w Wieczerniku, i przyzywając
opieki Maryi Dziewicy, Regina Apostolorum i Regina Pacis, po
bratersku ściskam Was wszystkich: Pokój, pokój Wam wszystkim
i każdemu z osobna. Radosnych Świąt
Wielkiej Nocy!
W Watykanie, dnia 17 marca, w V Niedzielę Wielkiego Postu
2002 r., w dwudziestym czwartym roku mego Pontyfikatu.
JANA PAWŁA II
|